sylwetki: Władysław Wolniewicz

Tym wpisem pragnę rozpocząć nową serię na blogu, która będzie poświęcona sylwetkom wybranych polskich powojennych mieszkańców Stołczyna. Nie będą to opisy kompletne, bowiem te osoby w historii pojawiają się znikają dość nagle. Ale mam nadzieję, że z biegiem czasu będę mogła je uzupełniać o nowe dane. A tymczasem, niech informacja się niesie.

Na pierwszy ogień postać intrygująca, na którą natknęłam się studiując dokumenty z lat 1945-1950, Komisarz Dzielnicy Szczecin-Glinki w latach 1945-1950, Władysław Wolniewicz.

Władysław Wolniewicz na kartach historii Stołczyna pojawił się 4 października 1945 r., najpierw jako p.o. Komisarza Dzielnicowego, a potem już jako pełnoprawny Komisarz. A że znalazł się na Stołczynie w czasach skomplikowanych, to i zakres jego uprawnień i obowiązków był bardzo obszerny. Do jego zadań należała całościowa administracja na podległym mu terenie, zarządzanie zasobami oraz ludźmi, sprawowanie nadzoru nad akcją osiedleńczą ludności polskiej oraz wysiedleniami Niemców, jak również informowanie władz miejskich o bieżących sprawach. W swoim pierwszym raporcie do Wiceprezydenta Miasta napisał, że przyjazd do Stołczyna odbył się bez żadnych przeszkód. Szybko jednak pojawiły się trudności praktycznie na każdym polu: zakwaterowanie osadników, warunki bytowe, braki w umeblowaniu, kłopoty w prowadzeniu gospodarki, prowizoryczna szkoła, braki w ludziach do obsadzenia stanowisk urzędniczych, itp.

Odręczne pismo Władysława Wolniewicza, w której proponuje nazwy ulic Władysława Nehringa i Ludgardy. Źródło: Archiwum Państwowe w Szczecinie

Pomimo jego ogromnego zaangażowania w sprawy Stołczyna, komisarz Wolniewicz i jego sekretarz – Wasiak – budzili wśród osadników polskich duże wątpliwości, szczególnie na początku, co do słuszności podejmowanych przez nich działań. Główne oskarżenia kierowane w ich stronę koncentrowały się na zarzucie faworyzowania rdzennych, niemieckich Stołczyniaków, co miało skutkować osobistymi korzyściami dla nich, w postaci ułatwionego handlu niemieckimi meblami.

Pierwszą kością niezgody było mleko krowie dla niemieckich niemowląt. Wolniewicz został skrytykowany za rzekome wydawanie Niemcom po 1 l mleka dziennie. Komisarz napisał do prezydenta Zaremby pismo wyjaśniające, że taki przydział obowiązywał do 4 października, kiedy wydawał mleko niemiecki burmistrz. Przydział ten należał się dzieciom do 2 roku życia. Nie zmieniono tego przydziału natychmiast z obawy przed ucieczką Niemców razem z bydłem. Najpierw zmniejszono rację do ½ l na osobę, potem ¼ l na osobę, a następnie od grudnia – zniesiono go w ogóle.

W lutym 1946 r. konflikt eskalował za przyczyną postaci pracującego w Komisariacie sekretarza Michała Wasiaka. Pojawiły się w stosunku do niego oskarżenia o kradzież bydła i mebli, i ich sprzedaż dla własnej korzyści. Konflikt doszedł do tego etapu, że rozsądzał go Państwowy Urząd Repatriacyjny w Szczecinie wraz z Prezydentem Miasta. W lutym 1946 r. zostało przeprowadzone dochodzenie. Stwierdzono, że stosunki panujące pomiędzy osadnikami a urzędnikami gminnymi są skandaliczne i działanie urzędników powoduje dużo szkody dla nasilającej się akcji repatriacyjnej. Komisarz Wolniewicz jednak twierdził, że o wielu rzeczach nie wie, bo często choruje i zastępuje go wówczas sekretarz Wasiak. Zaprzeczył też jakoby miał coś wspólnego z wywożonymi meblami. Podsumowaniem tego dochodzenia jest pismo z 16 kwietnia 1946 r., gdzie czytamy, że nie stwierdzono złej woli Komisarza, jednak wykazał się on szeregiem niedociągnięć, które powodują oskarżenia i podejrzenia. Zalecono uporządkowanie spraw organizacyjnych, szczególnie tych związanych z przydziałem mebli.

W późniejszych latach oskarżenia w stosunku do Komisarza Wolniewicza już się nie pojawiały, należy zatem podejrzewać, że faktycznie, będąc słabego zdrowia zbytnio zaufał swojemu sekretarzowi, który siał zamęt. Bo pracy w latach 1947-49 wcale nie było mniej. Pojawiła się np. sprawa znalezienia miejsca na nauczanie dzieci Pionierów.

Na przełomie 1948 i 1949 r. nastąpiła stabilizacja sytuacji na Stołczynie, władze miejskie zaczęły bardziej interesować się przemysłowym peryferium i przez kolejne lata systematycznie dokonywano napraw i remontów oraz niezbędnych inwestycji. W lutym 1949 r. na Stołczynie pojawił się prezydent Piotr Zaremba. Spotkanie zaowocowało szeregiem ustaleń i działań, które uporządkowały sytuację na odległym północnym osiedlu. Ten ustalony zakres prac był sukcesywnie w kolejnych miesiącach realizowany, co znajduje odzwierciedlenie w comiesięcznych raportach Komisarza Wolniewicza do Prezydenta Miasta. Nadzór zatem nad wszystkimi pracami znowu należał do niego. Jednak w ciągu 1950 r. najpierw w dokumentach pojawiają się braki i błędy, a potem nagle pojawia się inne nazwisko p.o. Komisarza Dzielnicowego. Należy przypuszczać, że słabe zdrowie Wolniewicza zaczęło mu dokuczać mocniej i ktoś przejął jego obowiązki. Niestety nie mam danych co się z pierwszym Komisarzem Dzielnicowym stało dalej.

Postać Komisarza Wolniewicza jest intrygująca z wielu powodów, ale najważniejszy jest ten, że w zasadzie był najważniejszą osobą, która w tych trudnych powojennych latach musiała sobie poradzić z ogólną frustracją, dezorganizacją i trudnościami. Oskarżenia w stosunku do niego kierowali w pierwszych miesiącach też nie byle repatrianci, a zdemilitaryzowani wojskowi, którzy być może mieli potrzebę większej kontroli nad tym co się dzieje w ich nowym miejscu zamieszkania. Tymczasem tematów do opanowania Wolniewicz miał tyle, że zwyczajnie ta kontrola wymykała mu się z rąk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: