Zima w tym roku w końcu zrobiła się „prawdziwa”. Może nie taka jak dawniej, nie tak śnieżna i długa, ale wystarczyła odrobina śniegu i kilka dni mrozu, żeby ludzie znów ruszyli w poszukiwaniu górek do zjeżdżania na sankach. Kiedyś było ich mnóstwo – do wyboru, do koloru. Dziś jest trudniej. Wiele dawnych tras zjazdowych zarosło krzakami albo zniknęło pod nową zabudową. Niedawno popełniłam artykuł o zabawach dzieci w międzywojennym Stołczynie i właśnie tam pojawił się ustęp o zimowych rozrywkach najmłodszych mieszkańców dawnego Stolzenhagen. Jak bawiły się dzieci na Stołczynie zimą przed wojną? Poczytajcie.
Sanki, górki i „lodołamacz”
Zimowa aura przynosiła całe bogactwo dziecięcych zabaw. Śnieg oznaczał przede wszystkim sanki i zjazdy na mniejszych oraz większych górkach, których w Stołczynie nie brakowało. Były to miejsca dobrze znane wszystkim dzieciom, sprawdzone i oblegane od rana do zmroku. Szczególną popularnością cieszyły się wielkie, kilkuosobowe sanie, które same dzieci nazwały „lodołamaczem”:
„Najpiękniejsze przejażdżki odbywały się na ogromnych saniach, które nazywaliśmy „lodołamaczem”. Siedzieliśmy na tych saniach z sześcioma, ośmioma chłopakami, a potem zjeżdżaliśmy ulicą Kirchenstrasse (ob. Kościelna) w dół, potem wokół „Willi Unii”, a potem Steinstrasse (ob. Nad Odrą) do Kraśnicy”.
Była to jazda długa, szybka i pełna emocji – dziś trudno sobie wyobrazić taki zjazd wspomnianymi ulicami osiedla.

Naturalne lodowiska na odrzańskich łąkach
Jesienią łąki nad Odrą bywały zalewane wodami rzeki, a zimą zamarzały, tworząc rozległe, naturalne lodowiska. To właśnie tam dzieci uczyły się jeździć na łyżwach, przewracały się, podnosiły i próbowały jeszcze raz:
„Radośnie bawiliśmy się na lodzie, przewracając się i potykając, ćwicząc jazdę na łyżwach”.
Lód nie był idealny, sprzęt często prowizoryczny, ale zabawa – jak wynika ze wspomnień – była przednia.

Będzie mi miło, jeśli zechcesz wesprzeć moją działalność, stawiając wirtualną kawę.
„Im-Zugeschlittern”, czyli lodowy pociąg
Jedną z bardziej widowiskowych zabaw na lodzie było tzw. „Im-Zugeschlittern”, czyli ślizganie się w pociągu. W tej zabawie liczyła się zarówno odwaga, jak i współpraca:
„Polegała na tym, że ok. 20 chłopców w butach z gładką podeszwą lub w butach drewnianych bez obcasów, ustawiało się w „pociąg” na szczycie górki. Największy i najsilniejszy chłopiec stawał z przodu. Wszyscy chwytali się za materiał kurtki osoby znajdującej się przed nimi, na wysokości bioder, i musieli mocno ją trzymać podczas jazdy”.
Zjazd nabierał coraz większej prędkości, a każdy upadek groził „efektem domina”:
„Każdy, kto upadł, musiał jak najszybciej puścić osobę stojącą przed nim, aby nie powalić wszystkich znajdujących się za nim. Ale często zdarzało się, że cała lina się przewracała i wszyscy chłopcy turlali się po zaimprowizowanym torze”.

Po krach i na krach – zabawy na skutej Odrze
Gdy mróz był naprawdę solidny, a koryto Odry pokrywała gruba warstwa lodu, dzieci zyskiwały ogromną przestrzeń do zabawy. Jedną z najbardziej ryzykownych rozrywek było bieganie po krach – przeskakiwanie z jednej płyty lodowej na drugą i pokonywanie w ten sposób toru wodnego rzeki. Choć zabawa była niebezpieczna, dzieci nie działały całkiem bezmyślnie – część z nich pełniła rolę „ratowników”, obserwując przebieg zmagań. Największe uznanie zdobywał ten, kto najszybciej i bez poważnego upadku dotarł na drugi brzeg.
W czasie odwilży i wiosennych roztopów przychodził z kolei czas na prawdziwie „żeglarskie” przygody:
„W porze odwilży i wiosennych roztopów panował czas zabawy w żeglowanie na krze. Głównie chłopcy pływali na dużych krach, uzbrojonych w deskę do sterowania i wiosłowania, płynąc niczym na lodowym statku”.
Śnieżne chatki i lodowe zamki
Zima w Stołczynie w okresie międzywojennym była zazwyczaj surowa i śnieżna, co sprzyjało zabawom konstrukcyjnym. Dzieci budowały chatki i zamki ze śniegu, tocząc wielkie kule i układając je w coraz wyższe stosy. Jeśli zapowiadano dalsze mrozy, wzmacniały konstrukcje wodą:
„…przynosili kilka wiader wody, która wylana na taki śnieżny zamek nadawała konstrukcji wytrzymałość”.
Tak powstawały budowle, które potrafiły przetrwać wiele dni intensywnej zabawy.
A Wy?
A jakie są Wasze wspomnienia zimowych szaleństw z dzieciństwa? Sanki, łyżwy, ślizgawki na byle czym, śnieżne fortyfikacje? Dajcie znać w komentarzach – chętnie poczytam o Waszych zimach sprzed lat.



Dodaj komentarz